wtorek, 1 marca 2016

Miesiąc bez pszenicy - moje spostrzeżenia

Przychodzę dzisiaj do Was z obiecanym postem podsumowującym mój miesiąc bez pszenicy. Nie powiem, było to dla mnie nie lada wyzwanie. Udało mi się, czy nie? Co jadłam, czego unikałam? O tym dalej ;)



Dla mnie jako dla osoby, która codziennie je chleb a co drugi dzień makaron wyrzucenie z diety pszenicy było bardzo trudne, ale tylko na początku. Podczas pierwszego tygodnia bardzo ciężko było mi ułożyć dzienny jadłospis w taki sposób, żeby mieć odpowiednią ilość kalorii, ponieważ to właśnie węglowodany, czyli np. chleb i makarony podnoszą kaloryczność potraw. Na szczęście to była tylko kwestia czasu. 



Oprócz tego całkowicie odrzuciłam mleko z czego jestem bardzo dumna, bo nie ukrywam, że był to dosyć długi proces zanim zrezygnowałam z niego całkowicie. Mam tu również na myśli nie dodawanie go do kawy nawet w małej ilości, bo własnie z tego było mi najtrudniej zrezygnować.




Kolejno cukry. Nie zjadłam ani grama cukru, ale tylko przez pierwsze dwa tygodnie. Niestety ta kwestia mnie przerosła, bo o ile nie słodzę kawy, herbaty ani nie używam cukru samego w sobie to uwielbiam słodycze! To jest zdecydowanie moja największa słabość. Po tych dwóch tygodniach nagle poczułam tak dużą potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego, że oczywiście padło na całą czekoladę.. Z deszczu pod rynnę. Ale tutaj wychodzi jedna oczywista zasada, że trzeba słuchać swojego organizmu. I w moim przypadku lepiej postawić na jedną, dwie kostki gorzkiej czekolady dziennie, niż po jakimś czasie podwójnie to nadrobić.



Co jadłam, a czego nie?

Ale wróćmy do pszenicy, bo przecież o tym głównie mowa;) Tak jak wspomniałam na początku, dla mnie jako dla osoby lubiącej makarony i głównie na nich bazującej w swoich obiadach nie było to proste. Ale wbrew pozorom to właśnie teraz moje posiłki są bogatsze i bardziej urozmaicone i zdałam sobie sprawę jakie wcześniej były monotonne. Postawiłam przede wszystkim na warzywa (chyba nigdy nie jadłam ich tak dużo) jajka, mięso, ryby, zdrowe tłuszcze np. awokado, kasze: jaglaną, gryczaną, amarantus. Chleb pszenny, pełnoziarnisty zamieniłam na żytni na naturalnym zakwasie. Makaronów nie jem i w ogóle mnie do nich nie ciągnie. Więc uzależnienie o którym pisałam TUTAJ faktycznie istnieje. 
Tak naprawdę bardzo dużo zależy od naszego zorganizowania, bo jeśli zaplanujemy sobie posiłki, kupimy odpowiednie składniki to nie ma mowy, że nie uda nam się konsekwentnie wytrwać. Oprócz złego zorganizowania na przeszkodzie stoją też imprezy rodzinne, ze znajomymi...na stole tyle pyszności, a w naszej głowie myśl "nie jem pszenicy, nie jem pszenicy". Oczywiście żartuję! Jeśli nie mamy nietolerancji na gluten to od czasu do czasu można sobie na niego pozwolić. Przynajmniej ja nie mam zamiaru popaść w taką paranoje;)






Co się zmieniło?

Powiem tak. Przez pierwsze dwa tygodnie schudłam dwa kg, ale wydaje mi się, że to nie była tylko kwestia odrzucenia pszenicy, ale też cukru. Jednak słodycze odrzucałam już wielokrotnie i aż takiej różnicy w wadze nie było, więc odpowiedz nasuwa się sama;)
Oprócz tego czułam się naprawdę dużo lepiej, lekko, nie wiem czy wiecie co mam na myśli. Chciało mi się wstać i działać, a nie położyć się spać.
Poprawiła mi się cera, ale to jest pewnie przede wszystkim zasługa odrzucenia laktozy i cukru.
Zaczęłam jeść bardziej urozmaicone posiłki i to jest coś co na pewno zostanie ze mną na dłużej!




Po tym miesiącu jestem pewna, że nie wrócę do pszenicy, na pewno nie w takim stopniu w jakim jadłam ją wcześniej. Zobaczyłam, że tak naprawdę jej nie potrzebuje.
A jak będę miała chwile słabości to po prostu przeczytam artykuł o tym jak źle wpływa na nasz organizm.
Pozdrawiam! ;)













17 komentarzy:

  1. Uwielbiam makaron i nie potrafiłabym z nich zrezygnować;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie wygladasz i te liczki *,*

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com odpowiadam na każdą obserwacje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kurcze nie dałabym rady zrezygnować z tylu smakołyków :/

    OdpowiedzUsuń
  4. nie mogłabym z niej zrezygnować xD
    Ślicznie wyglądasz :)
    grlfashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie wyeliminowania w 100% pszenicy

    OdpowiedzUsuń
  6. oj ja nie mogłabym zrezygnować z makaronu ;)
    zapraszam
    mój blog |KLIK|

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekałam na ten wpis i jestem jeszcze bardziej zafascynowana dietą. Muszę namówić mamę, żebyśmy zmieniły to w naszej kuchni ;)
    justfashion-justpassion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie otuż to, ja też po cukrach, makaronach i chlebie, czuję się jakaś ciężka- nic mi się nie chce :/
    tak jak Ty jestem łakomczuchem i bardzo ciężko zrezygnować mi ze slodyczy, ale wrocilam na siłownię, więc myślę, że w koncu czas się ogarnąć :P w koncu trzeba zacząć zmieniać opony zimowe, na letnie hehehe

    swietnie wyglądasz !
    i piekne masz wlosy :)

    milego dnia :)
    Daria

    OdpowiedzUsuń
  9. ciekawe. a chodziło ci o zrezygnowanie z pszenicy czy w ogóle z glutenu? bo żyto też zawiera gluten.
    pozdro!
    Mój blog - zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zawiera ale nie w tak dużym stopniu. Ale chodziło mi o zrezygnowanie z pszenicy, a co za tym idzie z dużego ograniczenia glutenu. Całkowicie go nie eliminuje bo na szczęście nie mam nietolerancji (a przynajmniej mi o tym nie wiadomo;))

      Usuń
    2. Aha, jasne :) Tak z ciekawości pytałam

      Usuń
  10. Mój mąż jak był mały to był bezglutenowy... teraz podobno z tego wyrósł ale dieta pozostała... nadal nie je białego chleba, sera żółtego, ogranicza makarony itp... ja po naszym ślubie również przeszłam na jego diete... dużo lepiej się czuję! :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nawet jakbym chciała zrezygnować to niestety póki mieszkam z mamą to nie przejdzie.:/ Śliczna jesteś :*

    http://bitter-sweet-wonderwall.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem zachwycona Twoimi włosami <3!~

    www.fashionmint.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem czy bym potrafiła ;)
    ślicznie wyglądasz!;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciężko tak bez makaronu! Ładnie wyglądasz, świetny szal i spódniczka :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Też byłam kiedyś na podobnej diecie - zero węglowodanów, cukrów, nawet owoców! I powiem szczerze, że idzie się przyzwyczaić do braku chleba czy makaronów w diecie, ale z owocami już nigdy się nie rozstanę na dłużej niż kilka dni!

    http://ylyys.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Jak już tu jesteś - wyraź swoją opinie, a ja na pewno zajrzę do Ciebie;)
Podoba Ci się mój blog? - Zaobserwuj, pewnie zrobię to samo;)